czwartek, 17 marca 2016

48. „Państwo Reus ?"

SARA
Obiecaliśmy, że się pojawimy, więc nie mieliśmy innego wyjścia. Po całym dniu wylegiwania się razem w łóżku postanowiliśmy wybrać się z naszymi przyjaciółmi na kolacje. Pozbierałam wszystkie nasze ciuchy po wczorajszym nocnym szaleństwie, a następnie stanęłam przed szafą. Z ręką na sercu przyznaję, że totalnie nie wiedziałam w co mam się ubrać. Na luzie czy bardziej elegancko ? Dziewczęco, a może kobieco ? Bardziej wakacyjnie czy normalnie ? W końcu wyjęłam czarną, koronkową bieliznę, białe skarpetki, białą luźną, prześwitującą bluzkę na ramiączka i jeansowe, lekko podarte szorty. Z szuflady wyjęłam białe Converse, niezbyt elegancką, małą, czarną torebkę i czarną bransoletkę. Z takim zestawem zajęłam łazienkę, gdzie umalowałam się, rozczesałam włosy i się ubrałam. Wyglądałam w miarę dobrze i to musi wystarczyć. 
-Kochanie wyglądasz jak zwykle cudownie - usłyszałam jak tylko wyszłam z łazienki 
-Dziękuję - leciutko się zarumieniłam
-Możemy już iść ?
-Pewnie
-A chcesz im od razu powiedzieć ?
-Tak, w końcu Gotze długo nie wytrzyma 
-To prawda - zaśmiał się
Wyszliśmy trzymając się za ręce i już po kilku minutach byliśmy na miejscu. Wszyscy nasi znajomi siedzieli już przy dużym stole, a jak tylko weszliśmy to Mario uśmiechnął się szeroko. Zabije gada jak coś powiedział. 
-No nareszcie państwo Reus postanowili do nas dołączyć - zaśmiał się Robert
-Państwo Reus ? - spojrzałam morderczym wzrokiem na szatyna, który tylko wzruszył ramionami
-A co nie mogę sobie pożartować ?
-Proszę kochanie - blondyn odsunął mi krzesło, a potem usiadł obok - zamawialiście już coś ?
-Wszystkiego po trochu, bo tak będzie lepiej
-To świetnie
-Czemu się dzisiaj nie pokazywaliście ?
-A tak jakoś wyszło - uśmiechnęłam się promiennie
-Stało się coś ?
-Stało - Marco złapał mnie za rękę pod stołem
-Możecie nas dłużej nie trzymać w niepewności ? 
-Zaręczyliśmy się wczoraj wieczorem - powiedział zadowolony blondyn, a ja tylko przytaknęłam
I nagle wszyscy poderwali się z miejsc i zaczęli nam gratulować. Jedynie Mario został na swoim miejscu i tylko do mnie mrugnął. Wiedział od rana, a jednak się nie wygadał. Brawa dla niego. W końcu dostaliśmy nasze duże zamówienie, a do tego Marcel zamówił jeszcze szampana.
-Wasze zdrowie kochani - uniósł wysoko kieliszek - czekamy na ślub
-Kiedyś może się doczekacie - upiłam łyk trunku 
-W Twoim zdaniu słowa "kiedyś" i "może" są zbędne skarbie - narzeczony wyszeptał mi do ucha
-Bardzo zabawne - prychnęłam
-To jak wczoraj świętowaliście ? - spytał Mario z błyskiem w oku 
-Nie Twoja sprawa - czułam jak się rumienie
-Jak dzisiaj rano u Was byłem to byliście nieco w proszku 
-Nie wygrasz tej głupiej zabawy Mario - zaśmiał się Reus
-Okej - uniósł ręce w geście poddania się - swoją drogą Sara masz bardzo ładną malinkę przy lewym uchu
I wtedy moja twarz wyglądała już jak bardzo, ale to bardzo dojrzały pomidor. Marco się zaśmiał jak zresztą całe towarzystwo, a ja spojrzałam na zadowolonego z siebie Mario.
-Dziękuję - uśmiechnęłam się - ale Marco ma ładniejszą. Chciałbyś zobaczyć ?
-Wygrałaś - mruknął i tym razem ja się zaśmiałam 
Reszta kolacji minęła nam w dość luźnej i już spokojniejszej atmosferze. Zjedliśmy prawie wszystko co mieliśmy na stole, a jak nie mieliśmy już siły to po prostu wyszliśmy. 
-Co powiecie na nocną kąpiel ?
-Piliście alkohol - Ann ostudziła zapały męża - więc się nie zgadzam
-Dobrze myszko, dla Ciebie wszystko - objął ją 
-Proponuje, żebyśmy rozeszli się do siebie. W końcu jutro wracamy do domu - stwierdziła Anka
-Tak, to dobry pomysł - poparłam ją
Co prawda nie musieliśmy się rozstawać, ale jednak trzeba się wreszcie spakować. A ja nie zamierzam robić tego jutro rano.
-To widzimy się na śniadaniu - pomachał nam Artur 
Jak tylko weszliśmy do naszego tymczasowego lokum to od razu zaczęłam się pakować. Chciałam mieć jeszcze trochę czasu dla swojego ukochanego, który również zaczął się pakować.
-Skarbie
-Słucham ? - podniosłam na niego wzrok
-Przecież ja nie mam żadnej malinki - zaśmiał się wesoło
-Wiem - przewróciłam oczami
-Omal się nie wygadałem przy stole
-Jakbyś to zrobił to już byś był martwy
-Dlatego ugryzłem się w język - podszedł do mnie, nachylił się i złożył na moich ustach czuły pocałunek
-Masz szczęście - uśmiechnęłam się słodko
-Zawaliłem, wiesz ?
-Wiem, bo obiecałeś mnie dzisiaj rano spakować, a tego nie zrobiłeś - skrzywiłam się
-No właśnie
-Powinieneś błagać o przebaczenie na kolanach
-Wystarczy, że wczoraj klęczałem 
-Mi nie wystarczy - zaśmiałam się
-Będzie musiało - puścił mi oczko
Każde z nas wróciło do pakowania swoich walizek. Zostawiłam sobie na krześle ciuchy i kosmetyczkę, a resztę dopakowałam. Do podręcznej włożyłam tylko to czego nie potrzebowałam przez wieczór czy w nocy. 
-Wszystko już kotku ?
-Tak, resztę dopakuję rano
-Ładowarki i te sprawy ?
-Dokładnie
-Co teraz robimy ?
-Nie wiem - wzruszyłam ramionami - idziemy spać ?
-Poważnie ?
-Jakaś jestem senna - ziewnęłam
-No to chodź - wyciągnął rękę w moją stronę, a potem pomógł mi wstać - tyle dzisiaj odpoczywałaś i jesteś zmęczona ?
-Nie dałeś mi odpocząć
-Wydawało mi się, że nie narzekałaś specjalnie
-Bo nie narzekałam - uśmiechnęłam się
-Lubię ten Twój uśmiech
-A ja lubię Ciebie - położyłam się na łóżku
-Nie zamierzasz się rozebrać ? - uniósł pytająco jedną brew
-Nie, ale możesz mi pomóc - przygryzłam prowokująco wargę 
-Wiesz, że zrobię to z przyjemnością, ale ...
-Ale oboje dobrze wiemy, że to się źle skończy - przerwałam mu podnosząc się do pozycji siedzącej
-Chciałem powiedzieć coś innego - zaśmiał się
-Eee ... Marco
-Tak ?
-Czy mogę pożyczyć Twoją koszulkę ? Bo spakowałam piżamę do walizki
-Jasne - pocałował mnie w szyje
-Dobra trudno - szybko się rozebrałam i ubrałam koszulkę narzeczonego - jestem zbyt zmęczona, żeby brać prysznic
-To świetnie, rano weźmiemy go wspólnie
-Chyba śnisz - położyłam się na łóżko
-Zawsze śnię o Tobie w roli głównej
Zachichotałam tylko cicho, a potem ustawiłam budzik w telefonie. Blondyn położył się obok mnie, zgasił światło i mocno mnie przytulił. Mimo, że było mi gorąco to szybko czułam, że odpływam. Naprawdę już prawie spałam, gdy nagle usłyszałam głos Marco. 
-Śpisz ? - szepnął
-Tak - warknęłam
-Bo nudzi mi się
-Marco - jęknęłam - już prawie spałam
-Pogadamy ?
-O czym ?
-Nie wiem, tak o wszystkim i o niczym
-Przełóżmy to na jutro, dobrze ?
-Już wiem. Wolałbym od razu, bo zapomnę
-Niech będzie - mruknęłam - o co chodzi ?
-Wprowadzisz się do mnie ?
-Słucham ?
-Skoro się zaręczyliśmy to chyba możemy razem zamieszkać
-No tak, ale to Twoje mieszkanie
-Jeżeli chcesz coś zmienić to to zmienimy, a może chcesz się przeprowadzić do zupełnie nowego mieszkania ?-Nie Marco, Twoje mieszkanie jest idealne
-To o co chodzi ?
-Pozwolisz mi dokładać się do rachunków ?
-Nie - prychnął
-I o to właśnie chodzi - westchnęłam - jak mieszkam sama to sama płacę
-Sara stać mnie na rachunki 
-Ale ... 
-Po ślubie też będziemy mieszkać osobno, bo będziemy się kłócili o pieniądze ?
-Nie mówimy jeszcze o ślubie Marco
-Ale chyba go planujemy, prawda ?
-Tak, chce zostać Twoją żoną
-Proszę, zamieszkajmy razem
-Dobrze, wprowadzę się jak wrócimy
-Dziękuję - pocałował mnie namiętnie
-Mogę iść wreszcie spać ?
-Tak, dobranoc - zaśmiał się całując mnie w czoło
*****

Życie bywa cholernie przewrotne. Jest cudowanie przez jakiś czas, wszystko układa się idealnie, aż tu nagle nie wiadomo skąd i czemu coś się psuje. Powoli to wszystko co się buduje przez jakiś czas upada. Dzieję się to tak szybko, że nie można zareagować. Tak samo jest z nami. Dwa lata naszego związku były wymarzone i może czasem bywały kłótnie, ciche dni czy nawet chwilowe rozstania, ale zawsze dawaliśmy radę. A teraz jesteśmy zaręczeni, mieszkamy razem i planujemy wspólną przyszłość. Tylko, że ja czuję to, że coś się psuje, wali, rozwala. Po prostu to czuję. Nie wiem czy Marco to zauważył, ale mam cichą nadzieje, że tak. Chociaż z drugiej strony to on stał się jakiś dziwny. Niby mnie kocha, spędzamy razem czas, chodzimy na randki i tak dalej. Ale ... no właśnie zawsze jest jakieś "ale". Ale odbiera połączenia w drugim pokoju, co chwila sprawdza telefon, a czasem gdzieś znika. Próbowałam z nim o tym rozmawiać, ale on uważa, że wszystko jest w porządku. Ja mam dość, nic nie jest w porządku. 
-Chcesz wina ?
-Nie, dziękuję - oparłam nogi o stolik
-To co który oglądamy film ?
-Może być jakaś komedia - wzruszyłam ramionami
-Co tak ode mnie uciekasz ? - objął mnie
-Jestem zmęczona - chyba zaraz idę spać
-Jasne - pocałował mnie w czoło
I nagle usłyszeliśmy charakterystyczny dla telefonów Apple dźwięk przychodzącej wiadomości. Odruchowo sięgnęłam po telefon i dopiero jak chciałam spojrzeć na wyświetlacz to zorientowałam się, że to nie mój. Ja mam złoty.
-Mój - warknął wyrywając mi iPhone
-Przepraszam - szepnęłam 
Podniosłam się z kanapy i chciałam iść na górę, ale będąc przy schodach poczułam, że piłkarz łapię mnie za rękę. 
-Sara nie chciałem
-Co się dzieje Marco ?
-Nic - wzruszył ramionami
-Przecież widzę
-Naprawdę nic
-Okej, idę spać - skłamałam - dobranoc
-Śpij dobrze
Poszłam na górę, zamknęłam się w garderobie, a potem zaczęłam się pakować. Zajęło mi to może kwadrans, potem zaniosłam rzeczy na dół. Tak dłużej być nie może. Marco musi się ogarnąć.
-Co robisz ?!
-Wyprowadzam się - powiedziałam z taką obojętnością na jaką było mnie stać
-Żartujesz ?
-A wyglądam jakbym żartowała ?
-Zostać skarbie
-Pod jednym warunkiem
-Co tylko chcesz - próbował mnie dotknąć, ale się odsunęłam
-Powiedz mi co się dzieje, z kim tak gadasz przez telefon, z kim piszesz ciągle sms 
-Ja ... - zawahał się - nie mogę
-Słucham ?!
-Nie mogę Ci powiedzieć
-W takim razie ja nie mogę tu zostać
-Sara czekaj - złapał mnie za łokieć
-Zostaw mnie Marco
-Nie pozwolę Ci się wyprowadzić
-To nie jest Twoja decyzja
-Owszem jest ! Nie wyprowadzisz się i koniec 
-Marco nic nie rozumiesz, tak ?! Ja nie chce tu zostać, nie chce zostać z Tobą ! Zmieniłeś się, a ja nie mam już na to siły ! - krzyczałam i płakałam, a on patrzył na mnie smutnym wzrokiem
-Uspokój się Sara - zagrodził mi drzwi - nie wyjdziesz sta
-Nie chce być z facetem, który mnie okłamuję ! Ciągle coś przede mną ukrywa ! - próbowałam się z nim szarpać 
-Kiedyś Ci to wyjaśnię, obiecuję
-Kiedyś będzie za późno - rzuciłam w niego pierścionkiem i uciekłam na górę 
*****

Och ... to co zostawiam Was z tym rozdziałem do wtorku, więc macie czas na zastanowienie się. Co będzie dalej ? Uprzedzam, że to nie koniec problemów ... 
Buziaki

poniedziałek, 14 marca 2016

47. „Jesteś pewna?"

SARA
Przedostatni wieczór na Seszelach. Powinnam się pakować, ale jak zwykle mój chłopak musi coś wymyślić. No żesz cholera.
-Kotek jesteś gotowa ?
-Jeszcze chwila - jęknęłam roztrzepując włosy
-Pośpiesz się proszę
-Dobra - warknęłam

Wygładziłam sukienkę, umalowałam usta i założyłam buty. Dopiero po kilku minutach opuściłam pomieszczenie.
-Możemy iść ? - pocałował mnie w dłoń
-Tak - westchnęłam 
-Uśmiechnij się
-Nie mogliśmy iść wczoraj ?
-Mogliśmy, ale idziemy dzisiaj
-Powinnyśmy się pakować
-Obiecuj, że rano będziesz spakowana - uśmiechnął się
-Skoro tak to mogę iść
-Proszę - przepuścił mnie w drzwiach
-Ależ jesteś uprzejmy - zachichotałam
-Jak zawsze skarbie
-Czy ja wiem - udałam, że się zastanawiam 
-Nie jesteś dobrą aktorką
-Gdzie mnie zabierasz tak w ogóle ?
-Myślisz, że Ci powiem ? - zaśmiał się
-Na to właśnie liczę
-Po tylu latach jeszcze się nie nauczyłaś ?
-Wciąż liczę na to, że się zmienisz - zażartowałam
W końcu dotarliśmy na najbardziej oddaloną plażę, na której stał niewielki, biały namiot na podeście, pod którym stał nakryty stół, a dookoła paliły się małe świeczki. Piękny widok.
-Przyznaję, postarałeś się
-Dla Ciebie wszystko - pocałował mnie
Usiedliśmy do stołu i nagle nie wiem skąd  pojawił się przy nas kelner. O nic nie pytał, tylko podał nam posiłek i kubełek z lodem i szampanem, a potem od razu się ulotnił.
-Wszystko zaplanowałeś
-Już dawno - uśmiechnął się - szampana ?
-Poproszę - podałam mu swój kieliszek - ale czy mamy co świętować ?
-Wspaniały wyjazd, nowy rok ... - zawahał się - to mało ?
-Oczywiście, że nie
-No to widzisz - puścił mi oczko 
-Dziękuje, że mnie tu zabrałeś
-Ależ nie ma za co - uśmiechnął się zabójczo
-Przestań
-Z czym mam przestać ? - zmarszczył brwi
-Przestań się tak uśmiechać Marco
-Czemu mam przestać ?
-Bo ... - przerwałam rumieniąc się - ten uśmiech źle na mnie działa
-Źle ? - spytał rozbawiony przekrzywiając głowę na bok - nie uważam, żeby to było złe
-Czy ja Cię pytałam o zdanie ?
-Odpowiedz mi na pytanie
-Tak źle, ponieważ jak tak na mnie patrzysz to cała się rozpływam
-A gdzie ? - poruszał znacząco brwiami 
-Z dużo pytań
-Oj no powiedz, co Ci szkodzi ?
-Pstro Reus - zaśmiałam się wesoło
-No pewnie - machnął ręką z grymasem na twarzy, a ja posłałam mu uśmiech - jeszcze szampana ?
-Poproszę - piłkarz nalał mi odrobinę trunku do kieliszka - chcesz mnie upić ?
-O niczym innym nie marzę - zażartował 
-Wiedziałam
Zjedliśmy kolacje, dopiliśmy szampana, a potem siedzieliśmy naprzeciwko siebie i patrzyliśmy sobie w oczy. Nagle chłopak wstał z miejsca, podszedł do mnie i wyciągnął w moją stronę swoją dłoń.
-Zatańczysz ze mną ?
-Oczywiście
Wstałam, a mój chłopak przyciągnął mnie do siebie tak, że ledwo była między nami jakaś przerwa. Zarzuciłam blondynowi ręce na szyje, a on zaczął się powoli poruszać. Przymknęłam lekko powieki, a moje zmysły jeszcze bardziej się wyostrzyły. Może to przez tego szampana ? Perfumy, a raczej woda kolońska jakiej używa mój chłopak stały się intensywniejsze, szum wody głośniejszy, a ręce Marco błądzące po mojej talii, plecach, a nawet pupie sprawiły, że czułam przyjemne dreszcze. Miałam takie dziwne wrażenie, że muzyka stała się odrobinę głośniejsza, ale to było wręcz cudowne. Idealnie dobrany utwór do tej romantycznej kolacji, randki.
-Mam nadzieje, że nie zasnęłaś - szepnął mi do ucha
-Jeszcze nie - uśmiechnęłam się chowając twarz w zagłębieniu jego szyi - mam deja vu 
-Doprawdy ?
-Przy tej samej piosence tańczyliśmy na weselu Ann i Mario, a w dodatku byliśmy właśnie sami ...
-Na zewnątrz - przerwał mi 
-Dokładnie tak
-Ale teraz jest lepiej, nie ?
-Pewnie - pocałowałam go w policzek - jedna z lepszych randek w moim życiu
-Jeszcze zobaczysz - powiedział bardzo cicho, a ja zmarszczyłam brwi
Kilka minut później skończyliśmy tańczyć i usiedliśmy z powrotem do stołu. Przed nami stały pucharki z deserem i byłam zdziwiona, bo nawet nie zauważyłam kiedy kelner nam to podał. Z uśmiechem zjadłam pyszne słodkości i o dziwo nie miałam wyrzutów sumienia.
-Zaraz wracam - piłkarz pocałował mnie w czoło i zniknął
-Okej - powiedziałam jakby co siebie
Minęły dwie, a może nawet trzy minuty jak zaczęłam się niecierpliwić. Wstałam z miejsca, odwróciłam się i przeżyłam szok. Czemu ? Marco szedł w moją stronę z ogromnym bukietem moich ulubionych, czerwonych róż. Dopiero stojąc tuż przede mną spojrzał mi w oczy, a potem uklęknął. I dokładnie w tym momencie wszystko inne przestało istnieć. Jak zahipnotyzowana patrzyłam jak kładzie kwiaty na krześle i wyjmuję z kieszeni pudełeczko.
-Skarbie chciałem to zrobić już dawno temu, ale nie byłaś gotowa. Teraz wiem, że jesteś pewna. Jak ponad dwa lata temu zobaczyłem Cię w tym parku to od razu wpadłem. Skradłaś moje serce w całości, wiedziałem od początku, że jesteś największą i jedyną miłością mojego życia. Chce spędzić z Tobą resztę mojego życia, chce zawsze mieć Cię przy sobie. Uczynisz mnie najszczęśliwszym facetem na ziemi i zgodzisz się zostać moją żoną ? - spojrzał na mnie z wyczekiwaniem
-Tak - powiedziałam bez chwili zawahania, a on wsunął mi pierścionek na palec
-Kocham Cię - powoli się podniósł
-Kocham Cię - przytuliłam się do niego
-Mówiłam, że w swoim czasie to zrobię - pocałował mnie - a ja zawsze spełniam obietnice
-Wiem - wtuliłam się w niego - skąd wiesz, że jestem pewna ?
-Czuję to - uśmiechnął się wesoło
-Zapomniałam, że jesteś wszechwiedzący - zaśmiałam się
-A widzisz - mruknął
-Czy nasi znajomi wiedzieli ?
-O czym ?
-No o tym wszystkim - machnęłam ręką - o tym, że mi się oświadczysz
-Nikt nie wiedział skarbie
-Taki jesteś tajemniczy ? - uniosłam pytająco jedną brew
-Jeżeli chodzi o Ciebie to tak - cmoknął mnie w czoło - zawsze
-Ale dasz mi trochę czasu czy już zaplanowałeś ślub ?
-Przecież mieliśmy lecieć do Vegas - powiedział oburzony
-Jak już się oświadczyłeś to Vegas nie wchodzi w grę - poklepałam go po ramieniu
-Nie mogłaś powiedzieć mi tego wcześniej ?
-Mogłam, ale widzisz ... po co psuć zabawę ?
-Wracamy ? - objął mnie
-Yhmm - pokiwałam twierdząco głową - ale najpierw chce sprawdzić czy woda jest ciepła
-Zamierzasz się kąpać ?
-Oczywiście, że nie - przewróciłam oczami 
-Ach rozumiem, tylko zamoczysz nogi
-Raczej stopy- zachichotałam
Zdjęłam buty, które wzięłam w jedną rękę, w drugą wzięłam kwiaty. Zeszłam na piasek, a swoje kroki od razu skierowałam w stronę wody. Pierwsza fala zalała moje stopy przez co cichutko pisnęłam. Woda niby ciepła, ale chłodniejsza niż w dzień. W sumie to mogłabym się rozebrać i popływać, ale po pierwsze Marco chyba by mnie zabił, a po drugie nie wypada mi chyba wrócić w mokrych rzeczach. Nie jak zostałam narzeczoną jednego z lepszych niemieckich piłkarzy. Narzeczoną. To brzmi tak pięknie, że aż mało realistycznie. Najpierw dziewczyna, teraz narzeczona, a kiedyś może żona. Sama w to nie wierzę. Jutro pewnie też nie będę wierzyć. Tylko Marco potrafi robić takie niespodzianki.
-I co ? Woda ciepła ? - zawołał Reus
-W dzień jest cieplejsza
-Tak myślałem, idziesz już ?
-Yhmm - odwróciłam się przodem do niego
-Wyglądasz na zmęczoną - objął mnie w talii
-Nie jestem zmęczona, ale na pewno jestem szczęśliwa
-Ja też jestem szczęśliwy, nawet nie wiesz jak bardzo
-Domyślam się - puściłam mu oczko
Od razu jak tylko wróciliśmy to włożyłam kwiaty do wazonu, wrzuciłam buty do szafy, a moja torebka wylądowała na fotelu. Nie miałam na nic siły, ale zamiast iść spać to po prostu wyszłam na zewnątrz. Kocham to miejsce.
-Co tam ? - pocałował mnie w szyje
-Cudownie - zamknęłam oczy
-Tak ? - przeniósł się z pocałunkami na moje usta
-Yhmm
Zaczęliśmy się bardzo namiętnie całować, aż nagle Marco delikatnie popchnął mnie do tyłu. Zostałam oparta o ścianę, a potem jak zalała mnie woda to zrozumiałam, że mój narzeczony zaprowadzić mnie pod zewnętrzny prysznic. Byliśmy cali mokrzy, ubrania lepiły się do naszych ciał, ale my całowaliśmy się jakby świat nie istniał. Nie przestając mnie całować piłkarz rozpiął suwak od mojej sukienki i zdjął ją ze mnie. Nie chciałam być mu dłużna, więc powoli rozpięłam mu koszulę, a on ją zdjął i rzucił za siebie. Jęknęłam cichutko jak jego usta zaczęły błądzić po moich ramionach, obojczyku, a później piersiach. Ręce zaczęły mi drżeć, więc żeby czymś się zając próbowałam rozpiąć pasek od jego spodni. No właśnie ... próbowałam. Niestety na wiele mi się to nie zdało. Cholera. Byłam pewna, że chłopak zacznie się śmiać, ale on tylko posłał mi uśmiech, a potem rozpiął pasek i spodnie. Jak oboje byliśmy już tylko w bieliźnie to mój mężczyzna złapał mnie za pośladki i podniósł do góry, a potem skierował się z powrotem do apartamentu. Po drodze mój stanik wylądował gdzieś na ziemi, a ja sama po chwili leżałam na łóżku pod piłkarzem. 
-Chcesz tego ? - spojrzał mi w oczy
-Yhmm
-Ale jesteś pewna ?
-Tak - uśmiechnęłam się - w stu procentach
-Okej - pocałował mnie czule - będę delikatny, obiecuję
-Przestań tyle gadać Reus - zachichotałam, a on lekko się zarumienił
O rany ! Ile razy w ciągu dwóch lat znajomości miałam okazję to widzieć ?
*****
Obudziłam się pierwsza. Szczęśliwa, zaręczona i spełniona. Spojrzałam na mojego ukochanego, który jeszcze słodko stał przytulając się do mnie. Usłyszałam pukanie do drzwi, więc chciałam wstać, ale oboje nadal byliśmy nago, a przecież nie mogłam zostawić go bez kołdry. Cholera. Zgarnęłam z podłogi koszulkę Marco, ubrałam ją i wstałam. Z szafki wyciągnęłam majtki, które założyłam w drodze do drzwi, a potem otworzyłam.
-Mario co Ty tu robisz ?
-Tak się wita przyjaciela ? - zaśmiał się
-Eee ... - rozejrzałam się - jeszcze śpimy
-Ciężka noc, tak ?
-Mario spotkamy się później, dobrze ? - przeczesałam palcami włosy próbując go spławić
-Nie wierzę ! - zawołał 
-Co ? - rozbawiona przewróciłam oczami
-Zaręczyliście się !
-Cii 
-Nareszcie - przytulił mnie - gratuluje !
-Dziękuję - uśmiechnęłam się - ale nie mów nikomu, dobrze ?
-Czemu ? - odsunął mnie do siebie
-Bo chcemy to sami ogłosić - nagle blondyn objął mnie do tyłu
-Okej, tylko pojawcie się dzisiaj gdzieś
-Nie martw się o to
Lecę - podrapał się po karku - jeszcze raz gratuluję i do zobaczenia
-Dzięki ! - zawołałam raz jeszcze tuż przed tym jak blondyn zatrzasnął naszemu przyjacielowi drzwi przed nosem
Zaśmiałam się tylko, a następnie przytuliłam się do piłkarza
-Trochę nas zaskoczył
-Trochę tak - mruknęłam 
Marco pociągnął mnie wgłąb apartamentu i usiedliśmy na łóżku. Lekko się skrzywiłam, a on od razu to podchwycił. 
-Boli Cię - spojrzał na mnie smutnym wzrokiem
-Wszystko jest w porządku - pocałowałam go - wczoraj było wspaniale 

piątek, 11 marca 2016

46. „Jestem w ciąży"

SARA
-Dzień dobry - uśmiechnęłam się zaspana wchodząc do kuchni
-Dzień dobry - uśmiechnęła się mama Marco
-Czy jest może kawa ?
-Proszę - podała mi kubek - przed chwilą zrobiłam
-Dziękuje
-Marco jeszcze śpi ?
-Tak - zaśmiałam się - straszny z niego śpioch
-Zawsze tak było - również się zaśmiała
-Nie jest źle w sumie, ale faktycznie czasem nie da się go obudzić - przewróciłam oczami
-Dalej mieszkacie osobno ?
-Tak
-Do ślubu ?
-Nie mamy jeszcze w planach ślubu
-Pierścionka też się jeszcze nie doczekałaś
-Jak Marco będzie chciał to się oświadczy
-On chce już od dwóch lat kochana, tylko czeka aż Ty będziesz gotowa - zajrzała do lodówki - na co masz ochotę ?
-Może jajecznica ?
-W zasadzie to nie będę jadła śniadania
-Będziesz jadła - prychnął za mną Reus
-Tak ? - uniosłam pytająco jedną brew i odwróciłam się do niego - dlaczego ?
-Tak, bo i tak już jesteś za chuda
-Moja waga jest prawidłowa kochanie - przytuliłam się do niego
-Jakie macie plany na sylwestra ?
-Wyjeżdżamy
-Gdzie ?
-Seszele, a dokładnie Fregate Island
-Świetnie ! - zawołała - kto z Wami jedzie ?
-Lewandowscy, Mario z Ann, Auba, Thomas Muller z żoną, Marcel
-Artur Boruc z żoną - dodałam
-Duża grupa
-Będzie ciekawiej - uśmiechnęłam się
-Dokładnie - poparł mnie blondyn
-To co mam robić na śniadanie ?
-Rób tę jajecznicę mamo
-Pomożesz mi ?
-Zawsze - zaśmiał się
-To ja pójdę się ubrać - odsunęłam się od niego
-Na śniadanie wróć - mrugnął do mnie
Zachichotałam tylko i uciekłam na górę. Wzięłam z torby ciuchy, kosmetyki i ręcznik, a potem zamknęłam się w łazience. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy i umalowałam się. Założyłam czarne jeansy, bordowy, gruby sweter z golfem i byłam gotowa. Nie chciało mi się stroić, bo po co ? Wystroję się na sylwestra. Swoją drogą po dwóch latach związku z Marco nauczyłam się jednego. Nigdy nie pytam o cenę wyjazdu to po pierwsze, a po drugie w ogóle nie rozmawiamy o pieniądzach. I tak zawsze przegrywam. To się chyba nie zmieni. Związałam szybko włosy w koka i zeszłam na dół. W samą porę, bo akurat mama blondyna nakładała na talerze jajecznicę.
-Proszę - piłkarz odsunął mi krzesło
-Dziękuje
-Smacznego
-Nie czekamy na Twojego tatę ? - szepnęłam w kierunku Marco
-Nie, jeszcze śpi
-Okej
-Zostaniecie do jutra ?
-Nie, nie. Niedługo się zbieramy
-Ale co tak szybko ? Miejsce jest to możecie zostać 
-Innym razem mamuś
-Zawsze tak mówisz
-Musimy się jeszcze spakować przed wyjazdem
-No dobrze, nie będę naciskać
-A dlaczego Melanie nie została na noc ?
-Bo dzisiaj pojechali do rodziny Davida
-Rozumiem
Zjedliśmy śniadanie, po którym posprzątałam razem z panią Reus. 
-Przejdziemy się czy od razu jedziemy ?
-Jedźmy - westchnęłam - jest zdecydowanie za zimno na spacery
-A ja muszę trenować bez względu na temperaturę
-Ej ja też trenuje ! - oburzyłam się
-Ostatnio nie - mruknął całując mnie w czoło
-To prawda - krzywo się uśmiechnęłam - ale od stycznia to się zmieni
-Dla mnie możesz już nic nie robić
-Ale ja to lubię - mruknęłam 
-Wiem wiem - zaśmiał się
-Maaarco 
-Hmm ?
-Chce mi się tak strasznie spać - jęknęłam 
-No to jazda do łóżka - klepnął mnie w pupę, a ja pisnęłam z wrażenia
-Ręce przy sobie Reus - zmrużyłam oczy
-Nie mogłem się powstrzymać - uśmiechnął się
-Poważnie Marco ja muszę się przespać, więc albo w aucie albo tutaj, tylko wtedy będziemy musieli zostać dłużej
-No to jedziemy, tylko zgarnij swoje rzeczy, a ja powiem mamie
-W porządku 
Pobiegłam na górę, spakowałam swoje, ale też blondyna rzeczy i wszystko zniosłam na dół. Tata piłkarza zdążył wstać, więc pożegnaliśmy się z nim i jego żoną, a następnie ruszyliśmy w drogę powrotną do Dortmundu
-O której mamy jutro lot ?
-18:15
-To może spotkamy się już na lotnisku ?
-Czemu ?
-Bo tak będzie wygodniej 
-Zamierzasz sama się męczyć z walizkami ?
-Yhmm - pokiwałam twierdząco głową
-Pogadamy jeszcze o tym 
*****
-Jejku jak tu jest cudownie - zachwycałam się
-Raj - uśmiechnęła się Ann
-Jak świętować nowy rok to tylko w takim miejscu !
-Nowy rok i nie tylko - mruknął Marco
-Chodźmy popływać, bo i tak jesteśmy w kostiumach
-A ręczniki ?
-Obsługa nam przyniesie
-W porządku
Dosłownie wszyscy ruszyliśmy biegiem przed siebie, ale ja zwolniłam i szłam na samym końcu. Chciałam się trochę pozachwycać tymi widokami. 
-Przegrasz 
-To nie wyścig
-Czemu nie - zaśmiał się
-Jakby co to Ty też przegrasz
-Mądrala 
-Widziały gały co brały - zażartowałam
-Powiem Ci, że nawet nie żałują - uśmiechnął się do mnie tak jak tylko on umie
-Mają szczęście
-No i przegraliśmy - spojrzał na naszych znajomych, którzy pluskali się w wodzie
-Ostatni będą pierwszymi
-Kiedyś na pewno
Weszłam do cudownej wody i podpłynęłam do pani Gotze.
-Tak samo dobrze jak w podróży poślubnej ?
-No co Ty - machnęła ręką - nic się nie równa z tamtym wyjazdem
-Tak myślałam - uśmiechnęłam się
-Muszę Ci coś powiedzieć
-Dawaj 
-Nie przy wszystkich - mrugnęła do mnie
-To wyjdźmy z wody
Minęłyśmy wszystkich, wyszłyśmy z wody i stanęłyśmy na złocistym piasku.
-Jestem w ciąży - uśmiechnęła się promiennie
-O Mój Boże Ann ! - pisnęłam przytulając ją - to cudownie
-Nie mów jeszcze nikomu, dobrze ?
-Oczywiście - odsunęłam się od niej - który to tydzień ?
-Dopiero dziewiąty, dlatego nikomu jeszcze nie mówiłam
-Ale Mario wie ? - upewniłam się
-Tak wie - spojrzała na mnie świecącymi z radości oczami - i bardzo się cieszy
-Nie dziwie się, na jego miejscu też bym się cieszyła
-Mieliśmy zrezygnować z tego wyjazdu, ale dobrze nam zrobi wyjazd i odpoczynek
-Teraz przyda Ci się odpoczynek - położyłam jej dłoń na ramieniu  - to był długi rok
-Długi, ale najlepszy w moim życiu
-No to w czerwcu nie pojedziesz do Francji - zaśmiałam się - czuję, że Twój mąż Ci nie pozwoli 
-Już dostałam zakaz - zachichotała  więc będę siedzieć w domu
-Dotrzymam Ci towarzystwa - puściłam jej oczko
-A kto będzie wspierał chłopaków ?
-Ktoś się znajdzie
Kilkanaście minut później mój facet porwał mnie do naszego pokoju.
-Chcesz mnie odizolować od naszych znajomych ?
-Tak i dlatego Cię tu zabrałem - przewrócił oczami - wiesz co zauważyłem ?
-Nie mam pojęcia - wzruszyłam ramionami
-Jesteśmy tu jedyną parą, która nie jest po ślubie
-Marcel i Auba nie są parą po ... - zamilkłam uświadamiając sobie co chciałam powiedzieć
-Oni zdecydowanie nie są parą - wybuchł śmiechem
-Chodziło mi, że nie są po ślubie. Ani jeden, ani drugi
-Bo nie mają partnerek
-Dobra oboje wiemy o co chodzi - machnęłam ręką
-Zmierzałem do tego, że czuję się wykluczony 
-To lećmy do Vegas i wymieńmy się obrączkami za dolara - zażartowałam
-Świetny plan - objął m nie - ale zaszalejmy z obrączkami. Może za dwa dolary ?
-Wchodzę w to - zachichotałam 
-Idę pod prysznic, bo musimy się szykować na ten obiad
-To szybko, bo ja też muszę
-Zapraszam - otworzył drzwi od łazienki i się ukłonił
-Nie dziękuje - uśmiechnęłam się - za dużo czasu nam to zajmie proszę pana
-W porządku, nie będę nalegał
Zastanawiałam się co mam założyć na obiad. Nie chciałam jakoś bardzo szaleć, ale w końcu musiałam jakoś wyglądać. Wyjęłam z szafy szarą, krótką spódniczkę i biały, luźny, ale również krótki top na ramiączka. Dobrałam do tego drobną biżuterię, czarne sandałki i malutką torebkę na ramię. Wszystko położyłam na łóżku i wyszłam na taras. Widok - perfekcyjny. Z największą przyjemnością bym tu zamieszkała na stałe. Jak tylko mój chłopak wyszedł spod prysznica, a potem z łazienki to ja zajęłam pomieszczenie. Szybki, orzeźwiający prysznic okazał się zbawieniem. Mokre włosy trochę roztrzepałam, ale nie suszyłam ich. Po co mam je niszczyć skoro i tak zaraz same wyschną na słońcu ? Ubrałam się, pomalowałam rzęsy tuszem i byłam gotowa. Wyszłam, założyłam buty, zgarnęłam torebkę, a potem razem z piłkarzem opuściliśmy pokój.
-Ślicznie wyglądasz - pocałował mnie w czoło - będę zazdrosny o każdego faceta
-Nawet jak jestem w dresie to jesteś zazdrosny - zachichotałam
-To prawda - ścisnął mocniej moją dłoń
-Spóźniliście się - jęknął Thomas Muller
-Daj im spokój, na pewno byli zajęci
-Tak Mario, byliśmy bardzo zajęci - wlałam w te słowa tyle sarkazmu ile tylko mogłam
-Sara jesteś dla mnie nie miła
-Jestem tylko sarkastyczna - zaśmialiśmy się wszyscy 
Zajęliśmy największy stolik, złożyliśmy zamówienie, a w trakcie czekana dużo rozmawialiśmy. Ann jako jedyna zrezygnowała z wina, więc żeby nie było jej przykro to też postanowiłam nie pić. 
-Dziękuje - szepnęła modelka, a ja posłałam jej uśmiech
-Marco myślałeś nad transferem ?
-Zostaje w Dortmundzie
-Dostałeś wiele świetnych propozycji
-W tym sezonie zamierzam przedłużyć kontrakt z Borussią
-Znowu ?
-Tak - odparł zirytowany, więc żeby trochę go uspokoić położyłam mu dłoń na kolanie
-Zrobisz jak będziesz chciał, ale pomyśl jeszcze Marco. To dobra, kumpelska rada
-Okej, pomyślę
-W Monachium jest fajnie - Lewandowski mrugnął do Reus, a on się zaśmiał
-W Dortmundzie jest fajniej
-O gustach się nie dyskutuje moi drodzy - przerwałam tę dyskusję
-Słuchajcie Sary panowie - poparła mnie Lisa
-Jedno jest pewne - zaczął mój chłopak - na pewno zostaniemy w Dortmundzie dopóki Sara nie skończy studiów. Nie będę jej narażał na zmianę uczelni co rok
Przewróciłam oczami, bo wcale mi się to nie podobało. Tyle razy o tym gadaliśmy, dyskutowaliśmy, ale blondyn jest twardy. Nie dał się przekonać, że jego zmiana klubu nie byłaby dla mnie problemem. 
-Przekonałeś mnie
-Jestem aż takim dobrym argumentem ? - zachichotałam
-Zawsze - mruknął Marco całując mnie w czoło - najlepszym i najważniejszym
-Zakochani - zaśmiał się Marcel - Wasze zdrowie 
*****
Przepraszam kochane ... zapomniałam Wam złożyć życzeń z okazji Dnia Kobiet. Teraz się poprawię, w końcu lepiej późno niż wcale :) A więc (wiem wiem xd) życzę Wam dużo uśmiechu, samych radości, szczęścia i tego abyście były traktowane jak księżniczki każdego dnia, a nie tylko 8 marca ! 
Buziaki 

wtorek, 8 marca 2016

45. „Będziesz dobrą mamą"

SARA
Dopiero, gdy czeka się tak długo na coś człowiek uświadamia sobie, że nie jest cierpliwy. Ja nie jestem. Teraz to wiem. Dokładnie 49 minut czekałam, aż wyjdzie i powie mi co z Marco. Aż tyle.
-W jakim jest stanie ?
-Fizycznie to tylko naderwanie wiązadeł lewej kostki, ale psychicznie jest w bardzo złym stanie. Proszę przypilnować, żeby spotkał się z psychologiem.
-Dobrze. A czy będzie mógł jechać na mundial ?
-Za cztery lata tak
-Rozumiem - westchnęłam
-Zaraz go pani zobaczy - położył mi dłoń na ramieniu
-Och, mam nadzieje - uśmiechnęłam się
Nie minęło pięć minut jak go ujrzałam. Siedział na wózku z zagipsowaną lewą nogą. Musiałam stłumić szloch, ale w środku cała płakałam. Piłkarz podniósł na mnie wzrok, a jego twarz rozjaśniła się jak lampki na choince. Powoli wstałam z miejsca i podeszłam do niego.
-Nic nie mów - nachyliłam się i go pocałowałam - będzie dobrze, razem damy radę. Wszystko będzie dobrze
*****
Mówi się, że większość związków zabija rutyna. A ja się pytam jaka rutyna ? W, którym momencie związku ona się pojawia ? Od kiedy jestem z Marco to nie pamiętam, żebym narzekała na nudę, powtarzalność czy coś w tym stylu. Jak mamy czas to wyjeżdżamy, chodzimy do kina, na zakupy, do restauracji czy na spacery lub rower. Ciągle coś się działo. A ja byłam cholernie szczęśliwa. Minęły dwa lata od kiedy jesteśmy razem, a ja mam wrażenie, że dopiero wczoraj się poznaliśmy. Cały czas mieszka w domu pani Amelii, ale Marco walczy, żeby przekonać mnie do przeprowadzki. Jeszcze trochę, a mu ulegnę. Idą Święta ! Nasze trzecie wspólne Święta. Znowu będziemy je spędzać w domu mojego chłopaka, bo w zeszłym roku byliśmy w Polsce. Wieszałam już ostatnią bombkę na małej choince, gdy blondyn objął mnie w pasie i pocałował w szyję. Mimowolnie uśmiechnęłam się szeroko, a potem się do niego odwróciłam.
-Skończyłam
-Widzę - uśmiechnął się - ale jeszcze choinka u mnie
-Nie ubrałeś jej ? - wybuchłam śmiechem
-Jakoś mi się nie chciało
-Co za człowiek - przewróciłam oczami
-Ale widzę, że Ty tak ładnie ubierasz choinki to porwę Cię do siebie
-Nie musisz mnie porywać - stanęłam na palcach i cmoknęłam go w usta
-To dobrze - uśmiechnął się całując mnie namiętnie
-Marcooo - mruknęłam przeciągale
-Co chcesz ? - zaśmiał się
-Zamierzam dzisiaj u Ciebie nocować
-Bardzo się cieszę
-O której w ogóle mamy być u Twoich rodziców ?
-Mama zapraszała na 15:30 - podrapał się po karku
-To ze wszystkim się wyrobimy - odetchnęłam z ulgą
-Mam nadzieje 
Zachichotałam cicho, bo doskonale wiedziałam, że Marco dużo mi nie pomoże. Jak będę dekorować pierniczki to mi połowę zje, a prezenty, które on zapakuje pewnie i tak poprawię. Ale kocham to nasze wspólne szykowanie się do Świąt. Kocham jego.
-Pakuj się mała - pogroziłam mu palcem
-Dobra dobra
Przeszłam do sypialni, wzięłam z szafy sukienkę i wszystkie dodatki, do torby wrzuciłam ładowarkę do telefonu, kosmetyki i byłam gotowa. Wychodząc z pomieszczenia zgarnęłam pokrowiec z kiecką, a w przedpokoju dałam go Marco. 
-To wszystko ?
-Yhmm
-A jak zostaniemy tam na noc ?
-To spakuje rzeczy, które mam u Ciebie
-Okej
Ubrałam wierzchnie ciuchy, but, wzięłam wszystko czego potrzebowałam i razem wyszliśmy z mieszkania. Tuż obok drzwi spotkaliśmy się z Carlem. 
-Carl - przytuliłam go - Wesołych Świąt !
-Dziękuje - objął mnie mocno - no i nawzajem
-Wesołych Świąt - Reus podał mu dłoń przez co sąsiad musiał mnie puścić
-Wzajemnie - mruknął facet
-Trochę się śpieszymy - poczułam jak mój chłopak ściska moją dłoń, a potem ciągnie mnie do schodów - cześć Carl
-Pa - pomachał nam
Jak wyszliśmy z budynku to wybuchłam śmiechem, a blondyn spojrzał na mnie marszcząc brwi.
-Cały czas jesteś o niego zazdrosny
-Bo on cały czas na Ciebie leci
-A ja go olewam - przewróciłam oczami - i jestem tylko Twoja
-Zdecydowanie jesteś moja - otworzył mi drzwi do samochodu
Zapięłam pasy, a Marco w tym czasie wrzucił do bagażnika moje rzeczy.
-Mela przyjeżdża na Święta ?
-Oczywiście
-Z małym ?
-Yhmm
-To cudowanie - uśmiechnęłam się
-Lubisz małe dzieci - bardziej stwierdził niż zapytał 
-Znasz mnie od dawna, więc powinieneś być pewien
-Jestem pewien - zaśmiał się
-No widzisz
-Będziesz dobrą mamą
-Jezu to zabrzmiało tak jakbym była w ciąży
-A jesteś ?
-Taa - zaśmiałam się - niepokalane poczęcie
-No ja nie wiem - udał, że myśli
-Wiesz co, jesteś okropny
-Wiem wiem - położył mi dłoń na kolanie - powtarzasz mi to regularnie
-Jasne, zrzuć na mnie wszystko
W końcu dotarliśmy pod apartamentowiec Marco i jak zwykle wjechaliśmy na parking, a potem dopiero windą na górę.
-Zaraz pognieciesz mi sukienkę ! - zawołałam
-Nic jej nie będzie
-Możesz tu powiesić - wskazałam na wieszak w przedpokoju
-Tak jest pani - ukłonił się
Pokręciłam z niedowierzaniem głową, rozebrałam się i ruszyłam w stronę kuchni. Wstawiłam wode na herbatę, a z szafki wyjęłam dwa kubki. 
*****
Nawet nie czekałam na piłkarza, tylko weszłam do domu jego rodziców, rozebrałam się i popędziłam do salonu. Rzuciłam wszystkim krótkie "dobry wieczór", a od razu potem podeszłam do Meli, która bujała wózek.
-Mogę go wziąć na ręce ?
-Jasne, chyba na razie i tak nie zaśnie
Delikatnie podniosłam małego Mike'a i bujałam go w ramionach. Taki śliczny, pulchniutki i słodziutki. Aż strach pomyśleć, że ma już dwa miesiące. Ja mam wciąż wrażenie, że wczoraj przyszedł na świat. Czas leci nieubłaganie.
-Pasuje Ci taki dzidziuś - usłyszałam od najstarszej siostry Marco
-Dobra dobra, lepiej Ty się postaraj o takiego słodziaka
-Dam pierwszeństwo mojemu młodszemu bratu 
-No i prawidłowo - usłyszałam bardzo znajomy głos za plecami, a oddech poczułam na karku
-Marco Reus nie ma prawa głodu, gdyż jest mało obiektywny - mruknęłam
-Cześć Mike - złapał chłopczyka za malutką rączkę - to ja, wujek Marco
-Nie da się zapomnieć - zachichotałam
-Ciocia Sara się ze mnie śmieje - szepnął, ale i tak go usłyszałam - ale polubisz ją, bo jest cudowną kobietą
-Naucz się, że jest kłamcą ten Twój wujek Marco - spojrzałam na chłopczyka 
-Demoralizujecie mi dziecko - Melanie zabrała mi chłopca - a powinien już spać
-Twoja wina - prychnęłam patrząc na mojego ukochanego 
-Okej, biorę wszystko na siebie - objął mnie i zaprowadził do stołu
Dostaliśmy po opłatku od pana Tobiasa, a następnie zaczęliśmy składać sobie życzenia. Poszło szybko ... o dziwo. Jak dwa lata temu mama mojego ukochanego bardzo się postarała i jedzenie było wyborne. 
-Jak Ci idzie na studiach Saro ?
-Bardzo dobrze, dziękuje
-Udaje Ci się to pogodzić z rolą dziewczyny piłkarza ? - zażartował David
-Staram się - zachichotałam zerkając na blondyna, który mi się przyglądał 
-Marco - usłyszeliśmy wesolutki głos pani Amelii - to kiedy zobaczymy na palcu Sary pierścionek ?
Jedno pytanie, a ja omal się nie zakrztusiłam winem, które akurat piłam. Piłkarz nie zwrócił uwagi na swoją babcie, a raczej na jej pytanie tylko poklepał mnie delikatnie po plecach.
-W porządku ?
-Tak, dziękuje - posłałam mu uśmiech
-No to kiedy ?" - dopytywała tym razem mama
-W swoim czasie - bąknął  
-Nie denerwuj się - położyłam mu dłoń na kolanie - zadały tylko pytanie
-Ale to jest nasza sprawa
-Już spokojnie - dotknęłam dłonią jego policzka, a potem go pocałowałam - wyluzuj 
-Rozdajemy prezenty - zawołała Melanie - kto będzie elfem Świętego Mikołaja ?
-Ja ! Ja ! - Nico podniósł rękę do góry
-Myślę, że nadasz się idealnie - puściłam mu oczko
Powoli każdy z nas zaczął dostawać prezenty i nie muszę chyba mówić, że Nico i Mike uzyskali ich najwięcej, prawda ? Dopiero jak wszystkie paczki zniknęły spod choinki mogliśmy je otworzyć. Pierwszym prezentem, który otrzymałam były moje ulubione perfumy, które zresztą i tak już mi się kończyły. Potem bransoletka z białego złota z małymi kamyczkami i błękitna, śliczna sukienka.
-Jeszcze to - Reus wskazał na prostokątne pudełko zapakowane w ozdobny papier
-Widać, że Ty pakowałeś - zaśmiałam się
-Po prostu otwórz - przewrócił oczami 
Niepewnie rozdarłam papier, a moim oczom ukazało się pudełko z napisem Apple i iPhone 6s. Owszem mówiłam, a raczej narzekałam ostatnio, że telefon mi się psuje, ale w ogóle nie pomyślałabym, że blondyn kupi mi nowy. Mimowolnie się uśmiechnęłam. 
-Dziękuje - przytuliłam go - przyda się
-Trafiłem ? - szepnął mi do ucha
-W dziesiątkę - pocałowałam go w policzek - jesteś idealny
-Nie bardziej niż Ty
Naszą krótką chwilę czułości przerwał płacz najmłodszego członka rodziny. Jak się okazało pierwsza poderwałam się z miejsca, więc wzięłam go na ręce, a on powoli się uspokoił. Zasnął szybciej niż zaczął płakać, ale i tak bujałam go w ramionach. Tak równomiernie oddychał, ślicznie pachniał i cudownie wyglądał. Cholera. Chyba właśnie włączył mi się instynkt macierzyński. Oddałam go Melanie jak tylko do mnie podeszła, a potem bez słowa wyszłam najpierw z salonu, a następnie z domu. Lodowate powietrze uderzyło we mnie z okropną siłą, ale zdawałam się tego nie zauważać. Słone łzy zebrały się w moich oczach i spływały po policzkach. Boże. Czemu ja w ogóle płaczę ?! 
-Sara - usłyszałam zaniepokojony głos, a chwilę później poczułam na ramionach materiał - co się stało ?
-Nic 
-Spójrz na mnie - poprosił dotykając mojej dłoni
-Zostaw - odwróciłam się gwałtownie
Zaczęliśmy się szarpać, ale nie było tajemnicą, że blondyn jest ode mnie silniejszy. Kilka minut później stałam wtulona w niego i płakałam. Po prostu.
-O co chodzi ?
-Chyba obudził się we mnie instynkt macierzyński. 
-I dlatego płaczesz ? - zaśmiał się 
-Nie chce tego - jęknęłam - nie chce mieć jeszcze dzieci
-Myszko, przecież nic takiego nie musi nastąpić w najbliższym czasie
-Wiem, tylko ... tylko ... - kolejny raz przerwałam
-Tylko ?
-Tylko się boję
-Kocham Cię za to, że jesteś taka zwariowana - pogładził mnie po plecach
-Obiecasz mi coś ?
-Wszystko co chcesz
-Nigdy mnie nie zostawiaj
-Nigdy w życiu. Obiecuję 
-Czy będą mnie pytać co się stało jak wrócimy ?
-Nie będą - pocałował mnie w czoło - na pewno chcesz wracać ?
-Nie. Chcę tu zostać i się z Tobą całować
-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - uśmiechnął się szeroko
Pocałował mnie raz, drugi, trzeci. Czule, namiętnie, zachłannie. Całował mnie długo.

czwartek, 3 marca 2016

44. „Powiedz mi co z Marco"

SARA
Kilka dni w Sopocie, a ja czuję się świetnie. Wypoczęłam, nagadałam się z mamą i o dziwo poznałam wspaniałą dziewczynę - Majkę. Od razu złapałyśmy wspólny kontakt. Mimo, że bardzo się różnimy, nie tylko z charakteru, ale też z wyglądu to szybko stwierdziłyśmy, że możemy się zaprzyjaźnić. Ona jest wysoką blondynką o błękitnych oczach i figurą modelki Victoria's Secret, a tak naprawdę nie ćwiczy i je wszystko. Szczęściara ! Ja muszę regularnie ćwiczyć, jeżeli chce olewać dietę. To nie jest fair. Dzisiaj umówiłyśmy się na obiad, ale dopiero po południu. W sumie to dobrze, bo będę mogła się obijać w basenie przez jakiś czas. Oczywiście od razu po wstaniu z łóżka sięgnęłam po telefon i wybrałam numer Marco. Myślę, a nawet jestem pewna, że przed godziną 9 blondynek już nie śpi.
-Halo ? - usłyszałam damski głos i dosłownie zamarłam - halo ?!
-Czy mogę rozmawiać z Marco ?
-Tak, chwileczkę ...
-Okej - powiedziałam jakby do siebie
Przez chwile słyszałam tylko głuchą ciszę, a raczej może nic nie słyszałam. Tylko moje serce waliło gdzieś w tle.
-Marco się kąpie, czy mam coś przekazać ?
-Nic, nieważne. A z kim mam przyjemność ?
-Caroline ...
Przerwałam jej naciskając czerwoną słuchawkę. A więc to tak. Mnie nie ma, a on z tej wielkiej tęsknoty spotyka się ze swoją byłą dziewczyną. Cudownie, cudownie. Jakby dłużej się nad tym zastanowić to może nie miałabym nic przeciwko temu spotkaniu, gdyby nie fakt, że jest dopiero poranek. I do jasnej anielki ona bez żadnego skrępowania odebrała jego telefon i poinformowała mnie, że MÓJ FACET bierze prysznic. No ożeż ... nie nie powiem co, bo nie wypada. Rzuciłam telefon na łóżko i starałam się uspokoić. Policzyłam do dziesięciu, potem znowu i znowu. Ani trochę się nie uspokoiłam ! Co za bullshit ! Jak już uświadomiłam sobie, że przecież i tak nic nie zrobię, bo jestem w Sopocie to poszłam pod prysznic. Rozebrałam się, weszłam do kabiny i odkręciłam wodę. I nagle całe moje opanowanie gdzieś zniknęło. Pękła bariera i zaczęłam płakać. Wpadłam w histerie, usiadłam na ziemi i pozwalałam, żeby woda spod prysznic obmywała moją twarz i zmywała ciągle płynące łzy. Nie mogłam się opanować. Czy on naprawdę mnie zdradził ? O Mój Boże ! A może on mnie zdradza już od jakiegoś czasu ?! Na przykład od kiedy się od niego wyprowadziłam ?! Nie. To niemożliwe. A może jednak ? 
-Daj spokój Sara. Chyba sama w to nie wierzysz - mówiłam do siebie w myślach - on bardzo Cię kocha i doskonale o tym wiesz
Tak ! Nie ma co panikować. Owszem nie wiem czemu to akurat ona odebrała, ale on nie mógłby mnie zdradzić. Wiele razy mi to mówił ! Kocha mnie, a ja kocham jego. Muszę mu ufać. Powinnam mu ufać, nawet w takiej sytuacji. Dokończyłam się kąpać, wysuszyłam włosy i umalowałam się. Przeszłam do pokoju, wyjęłam z szafy krótkie, białe, postrzępione spodenki, biały stanik i bluzkę na ramiączka ombre. Na górze była ciemnoniebieska i powoli zmieniała swą barwę, aż w końcu doszła do białego. Idealnie pasuje do szortów. Ubrałam bieliznę, potem spodenki, koszulkę, a na koniec białe Converse. Włosy związałam w kłosa, który ładnie opadał na moje prawe ramie. Wzięłam małą torebkę, włożyłam do niej telefon, kartę od pokoju, portfel i gotowa opuściłam apartament. Zamiast siedzieć bezczynnie w basenie to gdzieś się przejdę. Nie chce myśleć, nie mogę myśleć. 
Wchodziłam akurat na plaże jak mój telefon zaczął dzwonić. Na szczęście to była tylko Ania, więc odebrałam. 
-No hej ! - zawołała wesoło
-Hej piękna - uśmiechnęłam się
-Co u Ciebie ?
-A dobrze - westchnęłam - a co u Ciebie ?
-Jest super
-Cieszę się
-Mam takie złe przeczucie, że coś jest nie tak - powiedziała zaniepokojona - powiesz mi ?
-Sama nie wiem co jest grane
-Jak to ?
-Zadzwoniłam rano do Marco i odebrała jakaś laska. Powiedziała, że Marco się kąpie. Zgadnij jak się przedstawiła
-Caroline ?
-Dokładnie tak
-Ale jesteś pewna, że chodzi o tą Caro ?
-Nie wiem, bo się rozłączyłam
-Przykro mi, ale ...
-Wiem Aniu, że on mnie kocha i, że pewnie nigdy by mnie nie zdradził, ale jednak mnie to dręczy - przerwałam jej
-Myślę, że powinnaś z nim pogadać
-Wiem - westchnęłam - tylko chyba na razie nie mam siły
-To co chcesz zrobić ?
-Odpocząć, zapomnieć. Może zrobimy sobie przerwę i wtedy trochę to przemyślę 
-Nie chcesz tego Sara
-Ja już nie wiem czego chce
-Przemyśl to proszę
-Spróbuje
-Może wrócę wcześniej, żeby podtrzymać Cię na duchu 
-Nie ma nawet takiej opcji. Bawcie się dobrze i nie myślcie o mnie
-I tak będę się odzywać
-Mam nadzieje - zachichotałam
-Kończę kochana, ale jakby coś się działo to dzwoń albo pisz
-Dobrze
-Pozdrów mamę
-A Ty Roberta
-Pa !
-Hej ! - rozłączyłam się
Wrzuciłam telefon do torebki, usiadłam na ciepłym piasku i obserwowałam wodę. Kolejna  fala, a potem następna i tak w kółko. Dzieci z rodzicami mimo zimnej wody skakały przez fale albo wchodzili dalej do wody. Brrr ! Ja bym się chyba nie odważyła. Ciszę, która mnie otaczała przerwała melodia dzwonka mojego telefonu. Wzięłam głęboki oddech i powoli wypuściłam powietrze. Odebrałam.
-Hej - usłyszałam
-Cześć - szepnęłam
-Jak się masz ?
-Tęsknie za Tobą
-Jestem dumna - prychnęłam
-Co jest Sara ?
-Nic
-Znam Cię
-Daj spokój Marco - westchnęłam
-Powiedz mi - powiedział ostro
-Dzwoniłam do Ciebie rano
-Tak ? - spytał zdziwiony
-Odebrała jakaś Caroline i poinformowała mnie, że się kąpiesz - powiedziałam z wyrzutem - to ciekawe, wiesz ?
-Sara ...
-W sumie to mogłam wysłuchać Twoich tłumaczeń, ale w tej sytuacji nie jestem pewna czy mogę Ci ufać - przerwałam mu - nie chce wiedzieć czemu odebrała Twój telefon, a tym bardziej co wcześniej robiliście
-Skarbie poczekaj chwilkę i daj mi coś powiedzieć
-Wiem co mi powiesz - mruknęłam - to nie jest tak jak myślisz kotku
-Bo wszyscy tak mówią to ja też muszę ?
-Tego nie powiedziałam
-Sara ja ...
-Zróbmy sobie przerwę - powiedziałam szybko
-Słucham ?
-Przepraszam Marco - stłumiłam szloch - ale ja naprawdę potrzebuje przerwy
-Sara błagam, tylko nie to
-Utrudniasz mi to - łzy spłynęły po moich policzkach
-Nie zostawiaj mnie skarbie - mówił łamiącym się głosem - kocham Cię tak strasznie
-Ja też Cię kocham - przerwałam połączenie wciskając czerwoną słuchawkę
Teraz już nawet nie powstrzymywałam swojego płaczu. iPhone nie przestawał dzwonić, a ja szlochałam i szlochałam. Chyba właśnie straciłam miłość swojego życia. Czy kiedykolwiek będziemy jeszcze razem ? A może już więcej się nie spotkamy ? Może on pozna inną dziewczynę ?
*****
Minęło już trochę czasu. Marco jest na zgrupowaniu, a ja wciąż w Sopocie. Przedłużyłam urlop, zrezygnowałam z Warszawy i zostałam ze swoją biologiczną mamą. Od mojej ostatniej rozmowy z Marco nie kontaktowaliśmy się ani razu. Co prawda on wiele razy do mnie pisał, a tym bardziej dzwonił, ale ja go ignorowałam. Anka się na mnie wkurzyła, bo podobno Reus jest w rozsypce, a ona ie wie po której ze stron ma być. Przepraszam, a ja nie jestem w rozsypce ? Super, wielkie dzięki !
-Sara chcesz herbatę ? - zawołała Alicja
-Nie dzięki
-A może coś zjesz ?
-Nie mam ochoty - mruknęłam
-Wiesz, że musisz coś jeść
-I jem - westchnęłam
-Dobre, dam Ci spokój - pogładziła mnie po plecach 
-Ok
Przykryłam się kocem jeszcze szczelniej i spojrzałam na telewizor, żeby zając czymś innym myśli. Trafiło na jakiś program sportowy, ale nie było tam nic strasznego. Do czasu. Nagle na ekranie pojawił się dziennikarz, a za nim piłkarze Reprezentacji Niemiec. Pierwsza rozmowa z Marco, więc odetchnęłam z ulgą. Dopiero jak dziennikarz poprosił o rozmowę z blondynem to wstrzymałam oddech. Nie ! Ja nie chce tego oglądać !
-Myślę, że powinnaś to obejrzeć
-Nie chce - zaczęłam nerwowo szukać pilota
-Sara tylko na niego spójrz ! - warknęła - on jest wrakiem człowieka, tak samo jak Ty ! Spójrz na to z innej perspektywy. Ja teraz wychodzę, a Ty masz obejrzeć ten wywiad i koniec kropka, jasne ?
-Jasne
-No i dobrze
Stało się. Pierwszy raz Alicja ustawiła mnie do pionu. Co prawda od kiedy rozstałam się z Marco była dla mnie wsparciem, ale chyba pierwszy raz wyraziła swoją opinie na ten temat. Niechętnie spojrzałam na ekran telewizora. Zawsze uśmiechnięty Marco zmienił się w smutasa z podkrążonymi oczami. Och Marco !
~Przed Wami już tylko mecz z Armenią, a potem lecicie na mundial. Jak się z tym czujesz ?
~Dobrze - wzruszył ramionami
~To jaki wynik obstawiasz ?
~Ważne, żebyśmy wygrali 
~Od jakiegoś czasu się zmieniłeś ...
~Nie będę rozmawiał na prywatne tematy - przerwał dziennikarzowi
~Oczywiście, przepraszam - westchnął zmieszany - rozmawialiście już w szatni o mundialu ? Jak myślisz ile czasu spędzicie w Brazylii ?
~Skupiamy się na razie na najbliższych meczach. To jest piłka, wszystko może się zdarzyć
~Jak w życiu
~Jak w życiu - powtórzył patrząc smutno w dal
Nie wytrzymałam i wyłączyłam telewizor. Za dużo mnie to wszystko kosztowało. 
*****
Dobrze dla mnie, że wróciłam do hotelu. Cisza, spokój i nikt mi nie truje dupy na temat mnie i Marco. Wystarczy, że zdecydowałam się oglądać mecz towarzyski Niemcy - Armenia. Tak, więc siedzę na łóżku, okryta kocem i obserwuje w telewizji mecz. Pierwszy raz sprawia mi to taką trudność. Zaraz zaczyna się mundial i każdy mecz będzie trudny. Chyba nigdy jego widok nie będzie już sprawiał,  że zareaguje obojętnie. Zawsze będę już go kochać. W końcu to mój Reus. Kiedy biegł, a kamera zrobiła na niego zbliżenie poczułam jakbym z jednej strony się radowała, a z drugiej umierała. Upadł. Trudno, na pewno zaraz wstanie. Chwila komentator coś mówił, kamera zbliżyła ujęcie. Na idealnej twarzy Marco był ewidentny grymas bólu, zaraz potem Podolski go zmienił. Nawet nie słuchałam co powiedział komentator. Wyskoczyłam z łóżka i zaczęłam pakować się na szybko. Rzeczy z szafy, szafek, łóżka, łazienki, a nawet podłogi znajdowały się w mojej walizce z prędkością światła. Kilkanaście minut później byłam już w drodze na lotnisko. Wykonałam tylko jeden telefon - do Ann.
-Halo ?
-Powiedz mi co z Marco
-Zabrali go do szpitala
-Gdzie jest ten mecz ?
-W Moguncji
-Okej
-Jedziesz tu ?
-Tak
-Wyślę Ci numery do ważnych osób, których będziesz tu potrzebowała
-W porządku, dzięki
Na lotnisku od razu pobiegłam do kasy, gdzie nie było żadnej kolejki.
-Jeden bilet do Moguncji. Najwcześniejszy lot - powiedziałam do kasjerki 
*****
Chciałam jakoś rozwinąć ten ich dramacik, ale stwierdziłam, że w sumie nie będę Was tak straszyć. Znajcie moją łaskę xd hahah :D Myślicie, że Marco wybaczy Sarze ? I czy w ogóle się spotkają ? 

poniedziałek, 29 lutego 2016

43. „Chciałbym, żebyś została moją żoną"

SARA
Do hotelu wróciłam bardzo późno, ale po prostu tak świetnie nam się rozmawiało, że nie mogliśmy się rozstać. Oczywiście rozładował mi się telefon, więc nie miałam żadnych wiadomości od Marco.
-Dobry wieczór - uśmiechnęła się do mnie recepcjonistka
-Dobry wieczór - zachichotałam - i dobrej nocy
-Dobranoc - pomachała mi
Wjechałam windą na odpowiednie piętro, a po chwili już otwierałam drzwi od swojego apartamentu. Zdjęłam buty, bo już bolały mnie nogi, a torebkę rzuciłam na łóżko. Powoli podreptałam do łazienki, żeby zmyć tylko makijaż i umyć zęby. Jak opuściłam pomieszczenie to szybko przebrałam się w piżamę i ułożyłam się wygodnie w łóżku. Podłączyłam telefon do ładowarki i czekałam, aż się włączy. Chryste. Czy to musi tak długo trwać ? No nareszcie. Zerknęłam na wyświetlacz i miałam jedną, nieprzeczytaną wiadomość. 

"Stan przedzawałowy. Zostaje kilka dni w szpitalu. Zadzwoń."
Och. Biedna pani Amelia. Wybrałam numer do blondyna i kilkanaście sekund później usłyszałam jego cudowny, zaspany głos. 
-Przepraszam, że Cię obudziłam
-To żaden problem
-Jak się masz ?
-Odetchnąłem z ulgą
-Tak, ja też
-Co porabiałaś ?
-Byłam na kolacji u Alicji 
-Późno wróciłaś
-Wiem - westchnęłam
-Jak było ?
-Naprawdę fajnie
-W takim razie się cieszę - wyczułam, że się uśmiecha
-Tęsknie za Tobą
-Ja też tęsknie
-Tak długo się nie będziemy widzieć - jęknęłam
-Szybko zleci, zobaczysz
-Mam nadzieje - ziewnęłam
-Ktoś tu jest zmęczony
-I to bardzo
-No to do łóżka i spać ! - rozkazał 
-Tak jest - zachichotałam
-Śpij dobrze skarbie
-Dobranoc
-Sara mam prośbę
-Tak ?
-Śnij o mnie
-Zawsze - cmoknęłam zadowolona
-Pa kochanie - rozłączył się
Odłożyłam telefon z powrotem na szafkę, przykryłam się i zgasiłam nocną lampkę. O dziwo Morfeusz szybko wciągnął mnie do swojej magicznej krainy. 
*****
Siedziałam na ślicznej łące. Wokół było tyle niesamowitych kwiatów. I w środku tego wszystkiego ja. Nie wiedziałam czemu jestem sama, ale po chwili pojawił się on. Jeszcze przystojniejszy nić zwykle. Podszedł do mnie powoli, a potem namiętnie i długo pocałował. Jęknęłam cicho jak się ode mnie odsunął.
-Jesteś przystojny - przesunęłam palcem po białym kołnierzyku jego koszuli - i elegancki
-To ważna okazja - uśmiechnął się 
-Och - zdziwiłam się - nie wyglądam dobrze
-Bo wyglądasz ślicznie jak zwykle
Uśmiechnęłam się do niego promiennie i nagle on wręczył mi bukiet róż a potem padł przede mną na jedno kolano. Odebrało mi mowę, a on wyjął z kieszeni pudełko z pierścionkiem. 
-Chciałbym, żebyś została moją żoną - powiedział po krótkiej chwili - zgodzisz się ?
-Tak, oczywiście, że tak ! - pisnęłam rzucając mu się w ramiona 
-Kocham Cię - wymruczał prosto w moje usta
I nagle usłyszałam głośny strzał, a koszula Marco zmieniła barwę z białej na czerwoną. Bezwładnie opadł na ziemie, a ja zaczęłam przeraźliwie płakać. 
-Nie ! Błagam nie ! - padłam obok niego na kolana
-Koch... - zamknął oczy
-Niee ! - wrzasnęłam głośno 
*****
Obudziłam się cała zlana potem i przez chwile nie wiedziałam, gdzie jestem. Ach, no tak w Sopocie. Zapaliłam lampkę, a następnie sprawdziłam godzinę na telefonie. 5:18. Już nie zasnę, nie ma takiej opcji. Westchnęłam tylko i wstałam z łózka. Powoli udałam się do łazienki, gdzie wzięłam zimny prysznic na orzeźwienie. Tego mi trzeba było. Zdecydowanie. 

MARCO
Cholerny budzik. Po co ja go w ogóle nastawiałem ? Że niby trening, tak ? No trudno. Jakbym zaspał to najwyżej biegałbym karne kółeczka. Skopałem kołdrę na podłogę i ruszyłem do garderoby. Ubrałem klubowy dres, skarpetki, a wcześniej oczywiście bokserki. Tuż przed siódmą trzydzieści rano siedziałem już w samochodzie i jechałem na trening. Potem obiecałem mamie, że zajrzę do babci. o i muszę jeszcze zrobić zakupy.
-Cześć ! - zawołał Mario oddalony ode mnie o kilka metrów
-Hej ! - pomachałem mu
-Jak się masz ?
-W porządku - wzruszyłam ramionami
-A jak babcia ?
-Jadę do niej po treningu
-Rozumiem - podrapał się po brodzie - no tak, co u Sary ?
-Dobrze - mimowolnie się uśmiechnąłem 
-Zakochani - westchnął rozbawiony
-Odezwał się - mruknąłem 
-No co ? No co ? - spojrzał na mnie wesoły
-Pstro
-Ann leci do Paryża jutro - westchnął 
-Na długo ?
-Dwa dni 
-To czym się przejmujesz
-Pokłóciliśmy się o to
-Ostro ?
-Gorzej
-No dobra, ale przecież ograniczyła te wszystkie wyjazdy. Sam mówiłem, że jak już gdzieś jedzie to na krótko
-Miała nigdzie nie jechać przed Mistrzostwami 
-To jej praca
-Wiem
-Jesteś zazdrosny o to z kim tam jedzie 
-Skąd wiesz ?
-Strzelam
-No to masz racje - burknął obrażony - on cały czas do niej zarywa
-Sąsiad Sary się w niej zakochał, ale nie kłócimy się o to, bo ja wiem, że ona mnie kocha
-Ok, ale Sara jest na miejscu, a Ann nie
-To nic nie zmienia
-Będę musiał ją przeprosić
-Będziesz musiał - poklepałem go po ramieniu 
Razem z resztą kolegów z drużyny przebraliśmy się, ogarnęliśmy i wszyscy razem stanęliśmy przed trenerem. Zaczęliśmy robić rozgrzewkę, którą o dziwo przez cały czas prowadził trener. Hmm co on się tak ciska ?
-Trener jest zły - westchnąłem 
-Pokłócił się z żoną - szepnął Lewy
-No to mamy przesrane - mruknął Gotze 
-Ja to proponuje wziąć się do ... 
-Reus, Gotze, Lewandowski ! - ryknął trener
-No właśnie - dokończyłem
-Pięć kółek więcej ! Migusiem !
-O żeż ...
-Cii - przerwałem mu - lepiej go bardziej nie zdenerwować
Już trochę zmachani dołączyliśmy do naszych kolegów, a Klopp kazał nam zrobić 55 pompek. Tylko nam. Z jakiej racji ?!
-Dlaczego ? - jęknął 
-60
-Ale ...
-65 - warknął - coś jeszcze ?
-Nie - mruknąłem do siebie
*****
Nie pamiętam kiedy ostatni raz dostaliśmy taki wycisk. Po najgorszym meczu nie byłem, aż tak zmęczony. Ledwo doczołgałem się pod prysznic, a potem ubrałem w normalne ciuchy. Marzyłem tylko o tym, żeby znaleźć się w domu i przytulić do mojej ukochanej Sary. Ale panna Dec odpoczywa sobie w Sopocie. Może to i lepiej.
-Pojadę z Tobą do szpitala
-Nie Mario, to nie jest dobry pomysł 
-Czemu ?
-Może mi się tam dłużej zejść
-Jak chcesz
Wrzuciłem torbę treningową do bagażnika, wsiadłem do auta i odjechałem. Mimo wcześniej godziny na ulicach Dortmundu było już dość dużo samochodów. Nie zdziwiło mnie to specjalnie, bo prawie codziennie tak jest. Szybko dojechałem do szpitala, zaparkowałem na pierwszym wolnym miejscu, a potem wszedłem do budynku. Nie miałem najmniejszego problemu ze znalezieniem sali, w której leżała moja babcia. Otworzyłem drzwi, a ona uśmiechnęła się na mój widok. Całe szczęście. 
-Cześć babciu - pocałowałem ją w czoło
-Witaj wnusiu - powiedziała słabo
-Jak się czujesz ?
-Dobrze, dziękuje
-Potrzebujesz czegoś ?
-Twój dziadek już o wszystko zadbał 
-Cieszę się - usiadłem
-Dobrze, że tu jesteś
-Jak mogłoby mnie nie być - pokręciłem z niedowierzaniem głową
-Sara jest w Polsce ?
-Chciała przyjechać, ale jej nie pozwoliłem
-Niech odpocznie trochę - kiwnęła głową
-Też tak uważam
-Jak Wam się układa ?  złapała mnie za rękę
-Dobrze - uśmiechnąłem się - coraz lepiej
-To już pół roku, tak ?
-Dokładnie
-Widzę jaki jesteś z nią szczęśliwy
-Wreszcie znalazłem kogoś z kim chce spędzić resztę mojego życia
-To jest najuważniejsze 
-Niby tak, ale ona jest taka młoda i czasami sam nie wiem co ona w ogóle czuje 
-Marco powinieneś być pewny, że Sara Cię kocha
-Caro też mnie kochała
-To są dwie różne osoby
-Wiem
-Nigdy nie wątpiłeś w miłość Sary, więc co się nagle stało ?
-Faceci się nią interesują
-Zazdrosny jesteś - zaśmiała się
-Cholernie - jęknąłem
-Ona Cię kocha i nie będzie chciała nikogo innego
-Skąd możesz to wiedzieć ?
-Babcina intuicja 
-Jasne - prychnąłem
-Marco jeżeli jesteś pewny to oświadcz się jej
-Chciałbym i na pewno to zrobię, ale ona też musi być tego pewna
-Oj Marco Marco
-No co ? - zmarszczyłem brwi 
-Szalejesz na jej punkcie
-Od kiedy ją poznałem 
-Wiem. Widziałem to już w listopadzie jak ją do nas przywiozłeś - uśmiechnęła się - byłeś zapatrzony w nią jak obrazek
-Im lepiej się znamy tym ona częściej mi się stawia, a ja zawsze jej odpuszczam
-Odpuszczasz, bo ją kochasz, a ona jest tego świadoma 
Już miałem coś powiedzieć jak nagle do sali weszła pielęgniarka i kazała mi wyjść. Pożegnałem się z babcią i posłusznie opuściłem sale. Zastanawiałem się czy jeszcze trochę nie zostać, ale nie za bardzo wiedziałem ile zajmą badania babci, więc wyszedłem ze szpitala. Wsiadłem do auta, ale nie odjechałem. Wziąłem do ręki telefon i wybrałem numer do swojej dziewczyny. Raz, drugi, trzeci. Co jest grane ?! Spojrzałem na zegarek. Nie no ona o tej pocie już nie biega, a telefon ma prawie zawsze przy sobie. Spróbowałem po raz czwarty i jak już traciłem nadzieje to odebrała. 
-Marco ? - spytała zaspanym głosem - czy coś się stało ?
-Nie - odetchnąłem z ulgą - spałaś ?
-Tak, bo w nocy kiepsko spałam, więc teraz zrobiłam sobie drzemkę
-Jakiś koszmar ?
-Niestety tak
-Opowiesz mi ?
-Innym razem - westchnęła - jak babcia ?
-W porządku, właśnie od niej wyszedłem
-To dobrze
-Rozmawialiśmy trochę i nawet się śmiała, więc zdrowieje
-No to już nie mogę się doczekać, aż ją spotkam
-Zabiorę Cię do niej
-Tęsknie za Tobą - szepnęła 
-Ja za Tobą też
-Chciałbym, żebyś tu ze mną był
-Jeszcze trochę i będziemy razem
-Tsaaa, ciągle to powtarzasz - jęknęła
-Bo to prawda
-Żałuję, że wyjechałam
-Nawet tak nie mów ! 
-Kocham Cię - mruknęła zmieniając temat
-Ja kocham Cię bardziej 
*****
Do mojej kochanej єυρнσяу я.: Kochana Sara nie pojechała do Marco, ponieważ tutaj też będzie mała burza i chciałam, żeby była w Polsce :)
Podjęłam decyzje co do terminów dodawania rozdziałów, więc uwaga uwaga ... rozdziały będą pojawiały się:
1) PONIEDZIAŁKI I CZWARTKI 
2) WTORKI I PIĄTKI
System co dwa tygodnie jest niezmienny :)

Co pozostaje mi powiedzieć ? 
Do zobaczenia w czwartek :*

wtorek, 23 lutego 2016

42. „Wiadomo co jej jest ?"

SARA
Zostawiłam wszystko łącznie z Marco w Dortmundzie i przyleciałam do Polski. Najbliższe półtora tygodnia mam spędzić w Sopocie, a potem lecę do Warszawy. Niestety w trakcie trwania Mistrzostw będę pewnie w Dortmundzie, bo muszę pracować, ale szybko zleci i Marco szybko będzie z powrotem. Muszę przyznać, że mój chłopak chyba miał racje, bo wydaje mi się, że Carl mnie podrywa. Cieszę się, że teraz chociaż trochę odpocznę od tych facetów obecnych w moim życiu. Samolot wylądował na gdańskim lotnisku z kilkuminutowym opóźnieniem. Trudno, nigdzie mi się nie śpieszy. Jako ostatnia odebrałam walizki, wyszłam z budynku i złapałam taksówkę. Kierowca zapakował moje rzeczy do bagażnika, a ja usadowiłam się wygodnie na tylnym siedzeniu i wysłałam sms do Marco.
"Wylądowałam. Jestem cała i zdrowa. Twoja S."
O dziwo szybko dostałam odpowiedź, choć wcale jej nie oczekiwałam.
"Cieszę się. Odzywaj się często ! Kocham, Twój M."
-Dokąd jedziemy panienko ?
-Mera SPA Hotel - spojrzałam za okno
-Oczywiście - uśmiechnął się - świetny wybór
-Też tak myślę - przyznałam mu racje
-Pierwszy raz w Trójmieście ?
-Nie, drugi - zaśmiałam się
-Musiało się pani spodobać skoro tu pani wraca
-O tak, zdecydowanie mi się podoba
Jak wreszcie dojechaliśmy do hotelu to taksówkarz wyjął moje walizki z bagażnika, a boy hotelowy od razu je przechwycił. 
-Dziękuje - podałam mężczyźnie odpowiedni banknot - za podwózkę i miłą pogawędkę 
-To moja sprawa - uśmiechnął się do mnie ostatni raz i odjechał 
Weszłam do recepcji i podeszłam do blondynki w hotelowym uniformie. 
-Dzień dobry. Mam tutaj rezerwacje na nazwisko Dec. Sara Dec
-Już chwileczkę - wystukała coś na klawiaturze - ach tak, apartament opłacony z góry
Westchnęłam tylko i kiwnęłam głową. Nie muszę chyba mówić, że to wszystko jest sprawka Marco, a ja miałam niewiele do gadania, prawda ?
-Tutaj jest pani karta - podała mi - boy zaprowadzi panią, a jakby pani czegoś potrzebowała to wystarczy zadzwonić na recepcję 
-Okej
-Miłego pobytu
-Dziękuje bardzo
Kilka minut później stałam przy oknie w swoim apartamencie i podziwiałam widoki. Chyba nigdy takich nie miałam. Ani w Warszawie, ani w Dortmundzie. A szkoda. Wielka szkoda. Dźwięk mojego telefonu rozniósł się po pomieszczeniu. Szybko wyjęłam go z kieszeni, przesunęłam palcem po ekranie i usłyszałam wesoły głos mojej biologicznej mamy.
-Jesteś już w Sopocie ?
-Tak, przed chwilą się zameldowałam w hotelu
-Cudownie. Pewnie teraz jesteś zmęczona po podróży, ale co powiesz na kolacje dziś wieczorem ?
-Bardzo chętnie
-Ostatnim razem nie było okazji, ale mam nadzieje, że teraz poznasz mojego męża
-Z największą przyjemnością
-U nas w domu o 18:30 ?
-Będę - zapewniłam 
-Do zobaczenia !
-Na razie - rozłączyłam się
Odłożyłam telefon na stolik i podeszłam do swoich walizek. Rozpakowałam się, schowałam puste torby, a następnie chwyciłam kostium i udałam się do łazienki. Założyłam czarne bikini, na to ciuchy, wzięłam ręcznik i ruszyłam na podbój basenów. Zdziwiłam się, bo prawie nikogo nie zastałam. To dziwne. Chociaż z drugiej strony nie narzekam. Spędziłam cudowne chwilę w wodzie dopóki nie przerwała mi recepcjonistka. 
-Przepraszam, że pani przeszkadzam
-Nie ma sprawy, o co chodzi ?
-Dostaliśmy telefon od pana Reusa. Podobno nie może się do pani dodzwonić, a ma pilną sprawę. Prosił, żebym pomogła mu się z panią skontaktować
-Och - wyrwało mi się
-Ponieważ nie mamy tutaj telefonu to czy mogłaby pani pójść ze mną na recepcje ?
-Może zadzwonię od siebie z pokoju ?
-On czeka na lini
-Ok - westchnęłam
-Proszę - podała mi szlafrok z logo hotelu
Szybko wytarłam się, założyłam szlafrok i ruszyłam w stronę recepcji. Czułam się kiepsko w takim stroju, ale trudno. Nic nie poradzę. 
-A co to ważnego się stało, że wyciągasz mnie z basenu ? - zaśmiałam się do słuchawki 
-Moja babcia jest w szpitalu
-O Boże - szepnęłam - mam przyjechać ?
-Nie musisz
-To żaden problem. Wsiadam w samolot i jestem
-Kochanie pojechałaś, żeby odpocząć. My tutaj damy sobie radę
-Wiadomo co jej jest ?
-Jeszcze nie - westchnął - dzwonię, bo muszę powiedzieć Ci coś jeszcze
-Tak ?
-Babcia jest w szpitalu i żeby dziadek nie musiał dojeżdżać to dałem mu klucze do Twojego mieszkania. Wszystko ogarnąłem, poinformowałem Twojego ulubionego sąsiada, a teraz mówię Tobie
-To jest mieszkanie Twojej babci, więc to oczywiste, że dałeś klucze dziadkowi
-Nie gniewasz się ?
-Ależ skąd ! Jak wrócę, a on dalej tam będzie to chyba mogę zatrzymać się u Ciebie, co ?
-Pewnie  - powiedział wesoło
-Informuj mnie na bieżąco co z babcią 
-W porządku
-I jeszcze jedna prośba
-Tak ?
-Oprócz tego, że będziesz dbał o dziadków to dbaj jeszcze o siebie
-Dobrze - westchnął 
-Obiecujesz ?
-Obiecuje
-Trzymaj się
-Kocham Cię
-Ja Ciebie też
-Pa skarbie - powiedział czule - odezwę się później
-Papa - rozłączyłam się
Oddając słuchawkę kobiecie posłałam jej przepraszające spojrzenie, a ona machnęła ręką. Wróciłam szybko na basen skąd zabrałam swoje rzeczy, a potem udałam się na górę do siebie. Dalej wahałam się czy nie lecieć do Dortmundu, bo w końcu pani Amelia do mnie przyjechała jak byłam w szpitalu. Jakiś czas temu Marco powiedział mi, że jego rodzina nie może być dla mnie ważniejsza od mojej własnej. No dobra, może nawet ma racje, ale chyba jednak pani Reus jest mi bliższa niż Alicja. Zostanę jeszcze tutaj, a jakby co to, w każdej chwili mogę jechać do Niemiec. Co to za problem. Rozwiesiłam swoje mokre rzeczy na balkonie i wróciłam do łazienki, gdzie przygotowałam sobie kąpiel. Gorąca woda, bąbelki i piękny zapach to jest to czego mi trzeba. W między czasie dostałam sms od Ani, ale nie chciało mi się go ani czytać, ani odpisywać.  Trudno. Mam teraz swoją chwilę relaksu. Umalowana, wykąpana i dopieszczona, w każdym calu stałam przed szafą i zastanawiałam się w co mam się ubrać. Spodnie ? Nie ! Sukienka ? Za elegancko ! Dobra, to pozostaje mi spódnica. Szara, lekko rozkloszowana do tego czarna koszulka, czarne sandałki na obcasie i torebka. W rękę wzięłam długi sweter jakby potem miało być mi zimno. Zadzwoniłam do recepcji, żeby ktoś zamówił mi taksówkę, a potem poprawiłam jeszcze szminkę i wyszłam z apartamentu. Przy windzie jak na złość na kogoś wpadłam. Cholercia. 
-Przepraszam - jęknęłam podnosząc wzrok na wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę
-Nie ma sprawy - uśmiechnął się - każdemu może się zdarzyć
-Trochę się śpieszę - wcisnęłam przycisk
-Może w ramach rekompensaty możemy pójść razem na kolacje ?
-Eee ... - spojrzałam na niego zaskoczona, a on się zaśmiał - mam chłopaka
-Nie przeszkadza mi to 
-Ale mi przeszkadza - warknęłam
Wsiedliśmy razem do windy i podróż na parter dłużyła mi się niemiłosiernie. Ten facet cały czas się do mnie uśmiechał, a ja miałam ochotę mu przywalić.
-Na długo się zatrzymałaś ? - spytał jak drzwi do windy się rozsunęły 
-To nie jest pana sprawa - mruknęłam podkreślając przedostatnie słowo
Prawie wybiegłam z tej głupiej windy, żeby po chwili znaleźć się w taksówce. Szybko podałam adres Alicji, a następnie wyjęłam telefon z torebki. Napisałam szybko wiadomość do Marco. 
"Jakiś bezczelny typ próbował zaprosić mnie na kolacje. Szkoda, że Cię tu nie ma. TYLKO Twoja Sara"
"Zabije go. Ja też żałuję, nawet nie wiesz jak bardzo. Kocham Cię. Twój M."
"Co z babcią ?"
"Jeszcze nic nie wiem"
"Ale jest przytomna, prawda ?"
"Niestety nie"
"Cholera"
"Wiem"
-Jesteśmy na miejscu proszę pani 
-Dziękuje - zapłaciłam i wysiadłam
Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi, które po chwili otworzyła mi moja mama.
-Witaj, zapraszam
-Dobry wieczór - uśmiechnęłam się 
-Jest wyjątkowo ciepło, więc przygotowałam kolacje na zewnątrz 
-To świetnie ! 
Wyszłyśmy na taras, gdzie przy stole już siedzieli Natalia i zapewne jej tata.
-Saro poznaj to mój mąż Maks
-Sara Dec - podałam mu dłoń
-Maks Kamiński - uścisnął ją przyjaźnie
-Miło mi pana poznać 
-Ciebie też - uśmiechnął się - no i mów mi po imieniu
-Dobrze - zaśmiałam się
-Cześć - pomachała mi "siostra"
-Hej - puściłam jej oczko
Usiadłam na wolnym miejscu, a Maks nalał mi wina do kieliszka. Podziękowałam mu skromnym uśmiechem. Pani domu podała kolacje, która była pyszna.
-W którym hotelu się zatrzymałaś ?
-Mera SPA Hotel
-Byliśmy tam kiedyś
-I jak wrażenia ?
-Cudowne !
-Tak myślałam - zachichotałam
-Wiesz już co będziesz studiować ?
-Jeszcze nie - skrzywiłam się
-Chyba masz jeszcze czas, prawda ?
-Do końca czerwca muszę złożyć papiery na uczelnie
-Rozumiem
-Ja bym chciała zostać aktorką - powiedziała wesoło Natalia
-Pewnie jeszcze Ci się zmieni - mruknął jej ojciec
-Raczej nie - powiedziała nadąsana
-Ja chciałam być księżniczką - zaśmiałam się cicho 
-Każda z nas to przerabiała - zachichotała Alicja
-Oj tak
Rozmowy przy stoliku wcale nie cichły, ale było przyjemnie. Miałam wrażenie, że powoli między mną, a Alicją zawiązuje się więź
-Zmieniłam zdanie. Chce być jak Sara - powiedziała nagle uradowana Natalka
-Jak ja ?! - zakrztusiłam się winem
-Znajdę sobie fajnego, bogatego chłopaka o potem wezmę z nim ślub. A po ślubie będę ustawiona do końca życia
-Natalia ! - Maks podniósł głos - natychmiast przeproś Sarę
-Nie dajcie spokój, nic się nie stało - machnęłam ręką, a potem spojrzałam na dziewczynę - nie wiem czy kiedyś zostanę żoną Marco, a nawet jeśli to nie będę bogata, ale to jest zabawne, że tak myślisz
-Skoro będziesz jego żoną to będziesz miała dostęp do jego pieniędzy
-Teraz też mam, ale nie korzystam. Nie jestem z nim dla pieniędzy
-Yhmm
-Zdradzę Ci sekret - pochyliłam się nad stołem - jak go poznałam to nie wiedziałam, że jest piłkarzem 
Serio ?
-Yhmm
-Okej - otworzyła usta, żeby jeszcze coś powiedzieć
-Skończ już Natalia - powiedziała moja mama - Sara na pewno czuje się niekomfortowo z tymi pytaniami 
-Dobrze - westchnęła
-A najlepiej idź do lekcji - zabrał głos pan Kamiński 
-Super - podniosła się z miejsca i szybko weszła do środka budynku 
*****
Nie jestem zadowolona z tego rozdziału i chciałabym powiedzieć, że to najgorszy rozdział ze wszystkich, ale wiem, że byłoby to kłamstwo. Jednak musicie mi wybaczyć, ponieważ był on pisany około 1-2 miesięcy temu. Aktualnie jestem w trakcie pisania 52 rozdziału. 
Hmm ... tak sobie pomyślałam ... co powiecie na to, żeby rozdziały pojawiały się 2 razy w tygodniu ? Na razie widzimy się w najbliższy poniedziałek, a potem w razie czego podam Wam inne terminy. 
Buziaki